...

Aresztowanie kopii obrazu Matki Bożej Częstochowskiej 1966–1972

Przez blisko sześć lat, od września 1966 do czerwca 1972 roku, wędrujący obraz był zatrzymany przez władze PRL na Jasnej Górze i nie wolno go było wywieźć.

Od razu rozstrzygnijmy rzecz, którą łatwo pomylić: chodzi o kopię jasnogórskiego wizerunku, namalowaną w 1957 roku przez Leonarda Torwirta i pobłogosławioną przez Piusa XII. To ona wędruje po parafiach. Jasnogórski oryginał przez cały ten czas pozostawał w kaplicy Cudownego Obrazu i nigdy jej nie opuścił. Peregrynacja się jednak nie zatrzymała: po parafiach wędrowały same puste ramy ze świecą i Ewangeliarzem. Obraz wrócił na szlak, bo dwaj księża potajemnie wynieśli go z klasztoru.

Ta historia ma daty, nazwiska i godziny. Poniżej opisujemy ją po kolei.

Dlaczego władze zatrzymały obraz

Rok 1966 był rokiem Milenium Chrztu Polski. Obchody gromadziły tłumy, a obraz wędrujący od parafii do parafii stał się ich widocznym znakiem. Władzom państwowym to przeszkadzało i postanowiły usunąć wizerunek z uroczystości.

Doszło do dwóch odrębnych zdarzeń, które do dziś bywają ze sobą mylone.

Liksajny, czerwiec 1966

20 czerwca 1966 roku obraz wyruszył z Fromborka do Warszawy, na uroczystości milenijne. Jechał w samochodzie-kaplicy, tuż za nim samochód prymasa Stefana Wyszyńskiego.

Pod Liksajnami, na drodze między Pasłękiem a Ostródą, milicja zatrzymała obie kolumny. Mimo protestów prymasa samochód z obrazem odebrano i pod eskortą odwieziono do Warszawy.

Obraz trafił do archikatedry św. Jana. Nie było tam jeszcze przygotowanego miejsca, więc ustawiono go w zakrystii, w oknie wychodzącym na ulicę. Okno było zakratowane.

To wtedy powstał obraz, który zapamiętały tysiące ludzi: wierni przychodzili pod zakratowane okno, klękali na chodniku i zostawiali kwiaty.

Sandomierz i pierwsze puste ramy

Uroczystości milenijne w Sandomierzu wypadały na początku lipca 1966 roku. Obrazu nie było — został w Warszawie.

I wtedy zdarzyła się rzecz, której władze nie przewidziały. Program powitania odbył się bez najmniejszej zmiany. Te same procesje, te same przemówienia, ten sam porządek. Nad głównym ołtarzem stanęła sama rama, a przy niej pojedyncza lilia.

To jest sedno tamtych sześciu lat i łatwo je przeoczyć. Pusta rama nie była substytutem obrazu ani znakiem żałoby po nim. Była pełnoprawnym obrzędem. Parafie witały nieobecność dokładnie tak starannie, jak witałyby obecność.

Od Sandomierza puste ramy ze świecą i Ewangeliarzem ruszyły przez Polskę i wędrowały przez następne sześć lat.

Będzin, wrzesień 1966

Obraz przetrzymywano w warszawskiej archikatedrze przez trzy miesiące. We wrześniu miał wrócić na szlak, do diecezji katowickiej.

W lasku pod Będzinem, z dala od ludzi, milicja ponownie zatrzymała eskortę. Biskupa i kierowcę siłą usunięto z samochodu, za kierownicą zasiadł funkcjonariusz i obraz odwieziono na Jasną Górę.

To był początek najdłuższego przymusowego postoju.

Sześć lat za kratą w kaplicy św. Pawła

Paulini umieścili obraz za kratą w kaplicy św. Pawła w jasnogórskiej bazylice. Przy nim stanęła tablica informująca, że jest to obraz uwięziony przez władze.

Przy klasztornych bramach ustawiono posterunki milicji. Wyjeżdżające samochody rewidowano, żeby sprawdzić, czy ktoś nie wywozi wizerunku. Przetrząsano także bagażniki cudzoziemców.

Paulini nie mogli wydać obrazu i nie był to ich wybór. Oficerowie milicji wraz z przedstawicielem rządu postawili sprawę wprost: gdyby wizerunek opuścił klasztor, cztery paulińskie domy zakonne zostałyby zlikwidowane. Zakon stanął przed wyborem, w którym każda decyzja kosztowała.

Pisma do najwyższych władz nic nie dawały. Nie pomogła nawet zmiana ekipy rządzącej po wydarzeniach grudnia 1970 roku — nowe kierownictwo odpowiedziało, że nie widzi podstaw do zmiany decyzji.

Kim był ksiądz Józef Wójcik

Pomysł, żeby obraz po prostu zabrać, przyszedł do głowy wikariuszowi z Radomia.

Ksiądz Józef Wójcik (1934–2014) był kapłanem wielokrotnie represjonowanym przez władze komunistyczne. Zmarł 16 lutego 2014 roku; pochowano go w Suchedniowie, gdzie przez wiele lat był proboszczem. Zanim trafił do Radomia, pracował w Wierzbicy, gdzie — jak sam później wspominał — był bity, sądzony i osadzony w więzieniu za odprawianie Mszy i nauczanie dzieci religii.

W latach późniejszych został infułatem. Spisał tę historię w książce „…i wróciła na szlak nawiedzenia”, której dedykację datował w Suchedniowie 26 sierpnia 1981 roku. To relacja uczestnika i główne źródło tego, co opisujemy niżej.

Nie działał sam. Do akcji wciągnął księdza Romana Siudka oraz proboszcza parafii Mariackiej w Radomiu, księdza Wojciecha Staromłyńskiego.

Zgoda prymasa

Warto od razu rozstrzygnąć rzecz, która bywa opowiadana błędnie: to nie była samowola pojedynczego księdza.

W kwietniu 1972 roku ks. Wójcik przyjechał na Miodową w Warszawie i przedstawił swój zamiar prymasowi Wyszyńskiemu. Prymas go nie zniechęcał.

Do drugiej rozmowy doszło 3 maja na Jasnej Górze, przy okazji zjazdu Episkopatu. Ksiądz Wójcik powiedział wprost, że zamierza obraz ukraść. Prymas odpowiedział, że w tej chwili go z tego rozgrzesza.

Nie ma w tym paradoksu. Obraz był własnością Episkopatu, a nie państwa. Prymas mówił o tym wprost także później: kazał szukać tych, którzy zabrali obraz jako pierwsi.

Klucz z odcisku w mydle

Przygotowania trwały półtora miesiąca i były prowadzone metodycznie.

3 maja księża zrobili wizję lokalną. Dzień zjazdu Episkopatu wybrali celowo: na Jasnej Górze było wtedy tylu duchownych, że dwóch dodatkowych nie zwracało uwagi. Ustalili, gdzie obraz stoi, obejrzeli kratę i zamek. Piłkę i łom odrzucili od razu, bo robiłyby hałas. Została jedna droga: dorobić klucz.

17 maja przyjechali z kilkunastoma kluczami i wytrychem. Żaden nie pasował. Wtedy poprosili siostrę zakrystiankę o klucz do kaplicy, tłumacząc, że chcą się pomodlić przed uwięzionym obrazem. Dostali go bez pytań. W środku, w kącie, zrobili odcisk klucza w mydle.

Ślusarz w Częstochowie dorobił klucz w godzinę. Kosztował 15 złotych; zapłacili 20 i pochwalili robotę.

13 czerwca 1972, godzina 5.57

Wyjechali z Radomia 12 czerwca. Obraz miał przewieźć samochód dostawczy domu zakonnego, a kierowały nim dwie zakonnice: Helena Trętowska i Maria Kordos. Po drodze kupili płytę styropianu, żeby przykryć wizerunek.

Pierwsza próba, wieczorem 12 czerwca, nie wyszła. Na dziedzińcu siedzieli pracownicy, a bazylikę zamykano o dziewiętnastej. Trzeba było czekać do rana.

Nazajutrz weszli do bazyliki tuż po otwarciu. Najpierw sprzątały siostry, potem inna zmieniała kwiaty przed obrazem. O 5.57 wreszcie było pusto.

Wtedy zaczęli — i wybrali moment nieprzypadkowo. W tej samej chwili w Kaplicy Cudownego Obrazu grały fanfary na odsłonięcie jasnogórskiego oryginału. Wszyscy patrzyli w tamtą stronę.

Obraz zdjęto z podwyższenia, okryto pokrowcem i wyniesiono. W drzwiach bazyliki wpadli wprost na falę ludzi idących na odsłonięcie. Ktoś krzyknął, żeby pomóc, bo księża dźwigają obraz. Tłum nieświadomie ich osłonił i pomógł go wynieść.

Samochód ruszył do Radomia. Zniknięcie zauważono o 8.05, a na górę klasztoru wiadomość dotarła o 9.15. Obraz był już wtedy daleko.

Przesłuchanie w Radomiu

Paulini zgłosili kradzież prokuraturze. Śledztwo przejęła Warszawa.

16 czerwca ks. Wójcika wezwano do prokuratury w Radomiu, na godzinę ósmą, w charakterze świadka w sprawie o przestępstwo z artykułu 203 kodeksu karnego. Wyszedł stamtąd o 17.15.

Przez dziewięć godzin nie powiedział nic. Gdy naciskano, wyjął różaniec i zaczął się modlić. Prokurator wyszedł z gabinetu.

Śledczy mieli listę podejrzanych i pokazali mu ją, licząc, że zareaguje. Na liście, zamiast nazwiska ks. Siudka, figurował ksiądz Stefan Siczek — człowiek, który z całą sprawą nie miał nic wspólnego. Zadecydowało podobieństwo brzmienia nazwisk. Ksiądz Siudek figurował w katalogu innej diecezji, więc go nie znaleźli.

Rewizji nie było, choć obraz stał wtedy właśnie na tej plebanii. Do piwnicy przenieśli go proboszcz i ks. Siudek dopiero w trakcie samego przesłuchania.

18 czerwca: Wyszyński i Wojtyła niosą obraz

W niedzielę 18 czerwca 1972 roku w Radomiu rozpoczynało się nawiedzenie diecezji sandomierskiej. Prymas przyjechał po południu.

Decyzję podjęto na plebanii: obraz wychodzi dzisiaj, bo dzisiaj są tłumy, a przy tłumach nikt go nie odbierze. Biskup Piotr Gołębiowski, który dowiedział się o wszystkim dwa dni wcześniej, poparł to zdaniem, że skoro spotyka ich taka łaska, nie można jej odrzucić.

Gdy wyniesiono obraz z ukrycia, prymas miał łzy w oczach.

Na podium przed kościołem obraz wnieśli biskupi. W pierwszej parze niosących szli kardynał Stefan Wyszyński i kardynał Karol Wojtyła.

Jeden z obecnych biskupów nie wierzył własnym oczom i podejrzewał, że pokazano naprędce namalowaną podróbkę. Uwierzył dopiero, gdy zobaczył mosiężną tabliczkę przymocowaną pod obrazem — tę samą, która wisi tam do dziś i którą opisujemy w historii kopii obrazu.

Kierowca prymasa płakał. To z jego samochodu sześć lat wcześniej wydarto obraz pod Liksajnami.

Co było potem

Peregrynacja potoczyła się dalej i trwa do dziś. Pierwsza wędrówka obrazu przez Polskę zakończyła się 12 października 1980 roku, po dwudziestu trzech latach; kolejne etapy opisujemy w historii nawiedzenia. Gdzie obraz jest dzisiaj, sprawdzisz w terminarzu.

Sprawa nigdy nie znalazła finału w sądzie.

Historia doczekała się za to opracowań i upamiętnień. W 2008 roku Telewizja Polska pokazała fabularyzowany dokument „Złodziej w sutannie” w reżyserii Pawła Woldana, poświęcony tym wydarzeniom. W czerwcu 2022 roku w Radomiu i w Suchedniowie obchodzono pięćdziesiątą rocznicę powrotu obrazu na szlak.

Najczęstsze pytania

Kto wyniósł kopię obrazu z Jasnej Góry w 1972 roku?

Ksiądz Józef Wójcik, wikariusz z Radomia, wraz z księdzem Romanem Siudkiem i dwiema zakonnicami. Działali za wiedzą i przyzwoleniem prymasa Stefana Wyszyńskiego, 13 czerwca 1972 roku.

Czy to była kradzież?

Uczestnicy sami używali tego słowa, a prokuratura prowadziła sprawę z artykułu o kradzieży. Prymas Wyszyński wskazywał jednak, że obraz był własnością Episkopatu, a nie państwa — z tej perspektywy było to odzyskanie własnego mienia.

Dlaczego paulini nie oddali obrazu sami?

Nie mogli. Usłyszeli od przedstawicieli władz, że wydanie obrazu poza klasztor oznacza likwidację czterech domów zakonnych.

Gdzie dokładnie przetrzymywano obraz?

Za kratą w kaplicy św. Pawła w bazylice jasnogórskiej, z tablicą informującą o uwięzieniu. Przy bramach klasztoru stały posterunki milicji.

Co to były puste ramy?

Rama obrazu ze świecą i Ewangeliarzem, wożona po parafiach zamiast wizerunku. Program powitania odbywał się bez zmian, więc nie było to zastępstwo, tylko osobny obrzęd.

Ile lat obraz był zatrzymany?

Blisko sześć: od września 1966 do czerwca 1972 roku.

Czy ktoś poniósł konsekwencje?

Ksiądz Wójcik był przesłuchiwany, ale nie postawiono mu zarzutów. Śledczy pomylili nazwiska i szukali niewłaściwego księdza.

Źródła

  • Ks. Józef Wójcik, …i wróciła na szlak nawiedzenia — relacja uczestnika wydarzeń z lat 1966–1972; podstawowe źródło tego artykułu
  • Instytut Pamięci Narodowej, Uprowadzenie kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej pod Liksajnami w 1966 roku, „Pamięć i Sprawiedliwość” — https://czasopisma.ipn.gov.pl/index.php/pis/article/view/152
  • Jasna Góra, Z historii Jasnej Góry — https://jasnagora.pl/z-historii-jasnej-g%C3%B3ry/
  • Dzieje.pl, Peregrynująca po Polsce kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej — https://dzieje.pl/dziedzictwo-kulturowe/peregrynujaca-po-polsce-kopia-obrazu-matki-boskiej-czestochowskiej-bedzie-na
  • Stacja7, Jak aresztowano Maryję — https://stacja7.pl/historia/jak-aresztowano-maryje/
  • KAI, Zmarł ks. Józef Wójcik (17 lutego 2014) — https://www.ekai.pl/
  • KAI, Obchody 50. rocznicy powrotu obrazu na szlak nawiedzenia (czerwiec 2022) — https://www.ekai.pl/
Seraphinite AcceleratorOptimized by Seraphinite Accelerator
Turns on site high speed to be attractive for people and search engines.